facebook
Get Adobe Flash player

"Kamienie na szaniec" Roberta Glińskiego


Opowiadając o przygodach harcerzy, którzy stawiają czoło hitlerowskim okupantom, Gliński fetyszyzuje młodość. To ona jest jedną z głównych bohaterek "Kamieni na szaniec". Od patriotycznych uniesień ważniejsze są tutaj porywy serca i więzy przyjaźni. Od rozsądku – zew przygody.


Cena pokrzepienia

Gdy w 1943 roku Aleksander Kamiński wydawał swą powieść, jego książka miała budować nadwątlonego narodowego ducha. 70 lat później historia Rudego (Tomasz Ziętek), Zośki (Marcel Sabat) i Alka (Kamil Szeptycki) nie krzepi, ale przeraża. Jest obrazem polskiej bohaterszczyzny, która rachunek zysków i strat zagłusza tromtadracjami o patriotycznych powinnościach.

Filmowe "Kamienie na szaniec" karmią się romantyczną mitologią. Gliński opowiada o ludziach, dla których miarą człowieczeństwa jest odwaga, choćby ślepa i bezcelowa. Akcje małego sabotażu, których dokonują filmowi harcerze, mają przecież wysoką cenę. Zerwanie propagandowego plakatu opłacone zostaje śmiercią jednego z chłopców, a Rudy i Zośka ryzykują życia dla symbolicznego gestu zerwania hitlerowskich flag. Czy było warto?

Gliński nie stawia tych pytań. Reżyser, którego matka w czasie wojny służyła w Szarych Szeregach, mówi o wojnie w tonie hagiograficznej przypowieści. Mimo to jego film skłania do pytań o granice bohaterstwa. "Kamienie…." opowiadają o tym samym narodowym micie, który obnażał Andrzej Wajda w "Lotnej" sześćdziesiąt pięć lat temu. Jednak o ile u Wajdy demitologizacja była elementem reżyserskiej strategii, o tyle w filmie Glińskiego następuje mimowolnie, niejako na marginesie głównej opowieści.

Pomniki bez patyny

Zanim jeszcze "Kamienie…" trafiły na ekrany, film wywołał kontrowersje - historycy zarzucali mu faktograficzne nieścisłości, a związki harcerskie – szkalowanie (sic!) dobrego imienia bohaterów. Wszystko za sprawą obyczajowego tła obecnego w opowieści Glińskiego. Filmowi Rudy i Zośka to nie tylko młodzi żołnierze, ale też zwyczajni chłopcy, którzy w czasie wojny przeżywają swe pierwsze miłości i seksualne inicjacje (zwłaszcza te ostatnie naruszają ponoć moralną nieskazitelność harcerzy). Głodni życia czerpią z niego garściami, równie intensywnie przeżywając miłosne uniesienia, jak wojenne przygody.

Gliński zdejmuje z bohaterów Kamińskiego warstwy patyny. W jego filmie co i rusz rozlega się rockowa melodia, przypominająca buntownicze songi grupy Cool Kids of Dead, a chłopięce przygody ubrane zostają w formę efektownego teledysku. Młodość bohaterów ze wszystkimi jej konsekwencjami (porywami serca i skłonnością do brawury) przesłania jednak ich charakterologiczną różnorodność. Rudy, Zośka i Alek pozostają postaciami bez właściwości. I choć w wywiadach reżyser deklarował, że główną oś konfliktu chciał oprzeć na światopoglądowych i charakterologicznych różnicach pomiędzy Zośką i Rudym, ekranowe dychotomie są zbyt mało wyraziste, by posłużyć za punkt wyjścia do dramatycznej opowieści o starciu charakterów.

To, co mogłoby zaiskrzyć między bohaterami, u Glińskiego pojawia się tylko na moment, by po chwili zniknąć z ekranu. Oto podczas harcerskiego spotkania konfrontują się dwa światy – młodzieńcy z inteligenckich domów spotykają prostego chłopaka z warszawskiej Pragi. Oczytani patrioci zderzają się z patriotą-proletariuszem. Następuje krótka pyskówka. Ale Glińskiego te iskry nie interesują. Wybiera bezpieczną wersję historii, w której piękni chłopcy i piękne dziewczęta z łobuzerskimi uśmiechami na ustach rzucają się do walki o wolność naszą i waszą, na śmierć idąc po kolei "jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec".





"Kamienie na szaniec", reż. Robert Gliński, scen. Dominik W. Rettinger, Wojciech Pałys, zdj. Paweł Edelman, muz. Łukasz Targosz. Występują: Tomasz Ziętek, Marcel Sabat, Kamil Szeptycki, Magdalena Koleśnik, Sandra Staniszewska, Wojciech Zieliński, Andrzej Chyra, Krzysztof Globisz, Artur Żmijewski, Danuta Stenka. Dystrybucja: Monolith. Czas trwania: 112’. Premiera: 7 marca 2014.




Autor: Bartosz Staszczyszyn, 04.03.2014 r.
Źródło: www.culture.pl


1 | 2





zobacz<





W zalewie współczesnej komercji, trudno zorientować się, co jest przejawem prawdziwego talentu, a co przedsięwzięciem czysto marketingowym. Muzyka przestała istnieć jako wartość sama w sobie, stając się produktem przeznaczonym na sprzedaż.

Damon Albarn stanowi zaprzeczenie takiego wymiaru sztuki popularnej, jednocześnie odnajdując w pop rzeczywistości niemałą przestrzeń dla własnych dokonań...

zobacz<



Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia naszego kanału
You Tube!