W zalewie współczesnej komercji, trudno zorientować się, co jest przejawem prawdziwego talentu, a co przedsięwzięciem czysto marketingowym. Muzyka przestała istnieć jako wartość sama w sobie, stając się produktem przeznaczonym na sprzedaż. Damon Albarn stanowi zaprzeczenie takiego wymiaru sztuki popularnej, jednocześnie odnajdując w pop rzeczywistości niemałą przestrzeń dla własnych dokonań. 

Urodzony 23 marca 1968 roku w Leytonstone w Wielkiej Brytanii, od najmłodszych lat ćwiczył swą muzykalność poprzez grę na fortepianie i skrzypcach. Mimo to, jako nastolatek postanowił spróbować swych sił w aktorstwie, co z biegiem czasu okazało się pomyłką. Jak sam stwierdził krótko: „(…) jestem najgorszym aktorem na świecie”. Jednakże w przyrodzie nic nie dzieje się bez przyczyny. Plus jaki wyniknął z owego zamieszania, to zapoznanie przez Albarna w Stanway Comprehensive School samego Grahama Coxona – przyszłego przyjaciela i gitarzystę zespołu Blur. Do nich dołączyli wkrótce Alex James oraz Dave Rowntree. Nagrywając swój pierwszy album zatytułowany Parklife, Blur doskonale wpisał się na karty britpopu, przypieczętowując swój sukces notowaniami sprzedaży . Zaraz potem zespół wstąpił na szlaki wojenne z Oasis, kapelą wyrosłą z tzw. working class. Bracia Gallagherowie, jak i sam Albarn nie przebierali w środkach. Media bardzo szybko podchwyciły całe zdarzenie, podburzając jeszcze mocniej członków obu zespołów. Apogeum konfliktu nastąpiło w chwili jednoczesnego wydania singli, które relacjonowane było w wiadomościach wieczornych. Liczba sprzedanych egzemplarzy stanowić miała o tym, który z zespołów jest popularniejszy. Dziś to zdarzenie śmieszy uczestników sporów i waśni. Zażenowany Albarn w jednym z wywiadów, stwierdził, iż nie chce powracać do tego fragmentu z przeszłości i wolałby na dobrą sprawę wymazać go z pamięci. 


Jak to zwykle bywa, w szeregach każdej kapeli musi istnieć postać będąca filarem twórczości i toru dokonań swoich współczłonków. Tak było i w tym przypadku. Albarn napisał teksty do prawie każdego utworu Blur. Znaczący również wpływ wywarł na samej muzyce zespołu, co najbardziej uwidacznia się na dwóch ostatnich albumach: 13 oraz Think Tank. Popularność wśród słuchaczy brytyjskich nieprzerwanie rozrastała się do kolosalnych rozmiarów i nie trzeba już było snuć porównać z the Beatles, co ma w zwyczaju brytyjska prasa. Coraz częściej Albarn przejmował inicjatywę w kształtowaniu Blur, z czym nie zgadzał się Graham Coxon, który miał inną wizję zespołu. Albarn chciał za wszelką cenę przekroczyć granice zwyczajnej kapeli rockowej, wypłynąć na nieco szersze wody gatunku. Przełomem okazał się wspomniany już album 13, który można określić mianem eksperymentu. Nie jest to już bowiem muzyka przebojowa. Niektóre utwory na niej zawarte, to wręcz antykomercyjne hymny (Battle, Mellow Song, Caramel). Lekko schizofreniczny sposób interpretacji, mało przystępne, nieco monotonne brzmienie poszczególnych instrumentów, strasznie dużo eksperymentowania i to ogromnie wyczuwalne znudzenie ładnymi piosenkami... Większość numerów jest tu bardzo długich. Czasami ciągną się one jakby w nieskończoność. Mamy tu trochę niegrzecznego punku (Bugman, B.L.U.R.E.M.I). 



W tym pierwszym pobrzmiewają echa The Sex Pistols. Wielu krytyków i słuchaczy było w tym czasie przekonanych, iż Blur stąpa po cienkiej linii, która w każdej chwili może się zerwać. Ale się nie zerwała. Wręcz przeciwnie – w 2003 roku, cztery lata po nagraniu 13, światło dzienne ujrzał kolejny twór zespołu, równie, o ile nie bardziej niekonwencjonalny od poprzedniego – Think Tank. Jest to album, już właściwie legenda, uznany przez krytyków na całym świecie jako najlepsze dokonanie muzyczne wraz z przekroczeniem bram XXI wieku. Think tank to dosłownie perła melancholii. Kompozycje w rodzaju: Out Of Time z delikatnym solem akustycznej gitary i, może przede wszystkim z ledwie słyszalną Groupe regional du Marrakesh dodającą tu osobliwego, marokańskiego klimatu, uroczo rozleniwiający Good Song, z rozsentymentalizowanym jak nigdy dotąd Albarnem Caravan czy brzmiący jak kołysanka Sweet Song tworzą klimat. Podobnie jak to było na 13: urzekają delikatnością, ciepłem i spokojem. To jakby pierwsza odsłona płyty. Druga jest już może bardziej żywiołowa i... „zakręcona”. A poza tym zawiera mocno rock’n’rollowe numery, które przy okazji nawiązują do starego Blur z okresu Parklife i Modern Life Is Rubbish. A więc przede wszystkim Gene By Gene, i w mniejszym stopniu Crazy Beat i Moroccan People’s Revolutionary Bowls Club. W Brothers And Sisters pobrzmiewa bluesowe echo delty Misissippi i odrobina funku w klimacie George’a Clintona. W Jets z kolei mamy nawiązanie do psychodelii końca lat sześćdziesiątych (z długą i ostrą w brzmieniu saksofonową improwizacją w wykonaniu Mike’a Smitha). On The Way To The Club to z kolei senny śpiew i mocny, jakby podelektryzowany rytm. Sporo elektroniki, popularnie wykorzystywanej kipi w otwierającym płytę Ambulance i We’ve Got A File On You. Think Tank kończy najpiękniejsza ballada na płycie. Może nawet najpiękniejsza w ogóle, jeśli chodzi o Blur - Battery in your leg, w której Albarn wyśpiewuje:

I've got nothing to rely on 
I've broken every bone 
Everybody's stopped believing
But you know you're not alone 
You can be with me …

Fani najwyraźniej zaakceptowali propozycję, pozostali, lecz sam Albarn zawiesił działalność zespołu, aby oddać się kolejnym projektom. Zbiegiem okoliczności muzyk zamieszkał z Jamiem Hawlett'em - twórcą komiksów, m. in. Tank girl. Oboje znużeni banalnymi teledyskami serwowanymi na codzień przez mtv, wpadli na pomysł stworzenia czegoś, co będzie wyróżniać się spośród całej tej komercyjnej papki. I tak właśnie wyrósł projekt Gorillaz, który oprócz strony muzycznej miał zawierać coś więcej. Sam Albarn opisał ów zamysł w następujący sposób: "Przez kilka miesięcy wynajmowałem mieszkanie z Jamiem Hewlettem. Któregoś dnia rozmawialiśmy o stworzeniu projektu, który różniłby się od tradycyjnych zespołów popowych czy rockowych. Naturalnym rozwinięciem tej rozmowy stali się Gorillaz. Dzięki temu, że pomysłodawcami grupy byli muzyk i twórca komiksów, a nie na przykład dwaj muzycy, strona wizualna projektu stała się równie ważna jak muzyka. Dlatego wśród naszych fanów znalazło się mnóstwo dzieciaków, które szaleją na punkcie wideoklipów i strony internetowej Gorillaz. Liczba osób, które odwiedzają naszą stronę internetową, by porozmawiać z Russelem, 2D, Murdochem i Noodle, świadczy o tym, jak bardzo spodobał im się nasz pomysł". Popularność, jaką zdobył pierwszy album Gorillaz przekroczyła najśmielsze oczekiwania jego twórców. Wraz z narastającym tempem szaleństwa ogarniającego niemalże cały świat, na następnych albumach zaczęli pojawiać się kolejni znamienici artyści - "W ogóle nie zakładałem, że kogokolwiek zaproszę. Tak naprawdę ten przypływ współpracowników zaczął się w momencie, gdy zatrudniliśmy producenta płyty, Dana The Automatora. To on przyprowadził Dela, Tinę Weymouth i Miho Hatori. Z kolei Junior Dub dołączył do nas całkowicie przez przypadek. Któregoś dnia tak po prostu wpadł do studia, popatrzył przez chwilę i powiedział: to całkiem niezłe. Nie potrzebujecie przypadkiem basisty? Dopiero potem okazało się, że pracował z wieloma legendami reggae – z Augustusem Pablo na czele. Ponieważ dzięki tym osobom nasza muzyka nabrała nieco karaibskiego charakteru, na dwa miesiące przenieśliśmy się na Jamajkę. Tam nagrałem partie wokalne i zmiksowaliśmy gotowy materiał, również tam powstała ostateczna wersja Latin Simone, do wykonania której zaprosiłem Ibrahima Ferrera". Gorillaz to również projekt niosący za sobą pewną myśl ideologiczną. Komiksowe małpy stanowią bowiem krzywe zwierciadło, w którym odbija się cała współczesna popkultura. Powstała animacja jest tak naprawdę metaforą naszej obsesyjnie nastawionej na sławę kulturze, w której poruszanie między gatunkami, zmiana idei i twarzy są dziś niemal niemożliwe. Paradoksalnie kreskówki Gorillaz są bardziej prawdziwe, niż ludzie w telewizji, wiadomo bowiem, iż za tymi kreskówkami stoi jakiś inteligentny pomysł oraz masa ciężkiej pracy, więc nie może być to zwykłe kłamstwo. 

Projekt Gorillaz cały czas się rozwija, a samemu Albarnowi nie brakuje chęci na podejmowanie kolejnych wyzwań muzycznych. W 2006 roku New Musical Express ogłosił światu, iż muzyk organizuje nową formację, co było nie lada zaskoczeniem. W tym celu do współpracy zaprosił Paula Simonon`a z legendarnego The Clash, Simona Tonga ze święcącej triumfy w latach dziewięćdziesiątych grupy The Verve oraz Tony`ego Allena - twórcy tzw. afrobitu. Nazwa całego przedsięwzięcia to The Good The Bad & The Queen. Producentem płyty został Danger Mouse, z którym Albarn współpracował już wcześniej przy projekcie Gorillaz. Magazyn Rolling Stone nazwał ją: "eklektyczną mieszanką mrocznych ballad à la Syd Barrett albo "White Album" The Beatles z odrobiną dubu". Muzyka, która znalazła się na tym albumie stanowi niezwykle spójną historię, jest perfekcyjnie przemyślana i w pełni dopracowana. To płyta poświęcona Londynowi, od zawsze największej inspiracji Albarna, ale sporo dojrzalsza od młodzieńczej przygody zawartej na Parklife. To album będący przystanią we współczesnym zgiełku szarej rzeczywistości. Melancholia zawarta w nutach i tekście przywołuje w pamięci Think Tank, jednocześnie sprawiając wrażenie przedłużenia ostatniej płyty Blur. Na The Good The Bad And The Queen Albarn korzysta z doświadczeń dojrzałego człowieka. Nie ma tu szaleństwa Gorillaz, ale jest właściwy im eklektyzm. Nie ma wyrazistych przebojów, ale są piękne melodie.

Damon Albarn nie jest już tylko największym zwycięzcą britpopu , a fakt, iż stawiany jest na równi z gigantem Thomem Yorke'm z Radiohead również już nie dziwi i nie wzbudza specjalnego wrażenia. Mając na uwadze jego niegasnący apetyt na kontynuację własnych dokonań, aż strach pomyśleć jak wiele jest jeszcze w stanie zdziałać. O konsekwencji w dążeniu do wytyczonych celów, unikalności i niezwykłym talencie Albarna można by powiedzieć i napisać jeszcze wiele, w końcu trzy wymienione powyżej projekty nie są jedynymi w dotychczasowym dorobku artysty. Jedno jest pewne: gdyby branża rozrywkowa ograniczyła się do takich postaci, podział na muzykę elitarną i popularną uległby głębszemu zachwianiu. 


     

Kontakt

Radio HeyNow Limited

Westec House West Gate,

W5 1YY Londyn

020 8252 1143 

Redakcja@radioheynow.com

logo male biale

Please publish modules in offcanvas position.